Kiedy tylko zbliża się Wielkanoc, w mojej głowie pojawia się jeden kolor, który nieodmiennie wywołuje uśmiech: żółty. Mam wrażenie, że to właśnie on najpełniej oddaje atmosferę świąt — radosną, świeżą, pełną światła i obietnicy nowego początku.
Żółty zawsze kojarzył mi się ze słońcem, ciepłem i energią, której tak bardzo brakuje po zimie. Dlatego, gdy zaczynam dekorować dom, instynktownie sięgam po żółte akcenty. Uwielbiam moment, w którym na stole pojawiają się żonkile, a obok nich małe, puchate kurczaczki. Wtedy czuję, że wiosna naprawdę już przyszła. W dekoracjach wielkanocnych żółty działa na mnie jak naturalny promień słońca. Rozświetla przestrzeń, dodaje jej lekkości i sprawia, że nawet najprostsze ozdoby nabierają wyjątkowego charakteru. W połączeniu z bielą, zielenią czy naturalnym drewnem tworzy kompozycje, które są jednocześnie delikatne i pełne życia. Kiedy patrzę na te wszystkie żółte akcenty, naprawdę czuję, że święta mają w sobie coś magicznego. Ten kolor przypomina mi, że wszystko może zacząć się od nowa — i że warto celebrować nawet najmniejsze przebłyski światła.
Dlatego właśnie tak bardzo zachwycam się żółtym. W wielkanocnych dekoracjach jest dla mnie czymś więcej niż tylko barwą. To symbol radości, świeżości i nadziei, który co roku wprowadza do mojego domu wyjątkową atmosferę.
W kilku ostatnich postach przedstawiona została Wam Wielkanoc w Danii i Szwecji. Teraz czas na Norwegię. Norweskie domy i mieszkania przed i w trakcie Świąt Wielkanocnych zapełniają się świątecznymi dekoracjami. Królują jasne kolory: żółty i zielony, kurczaczki, kurki, jajka i inne świąteczne dodatki takie jak wielkanocne obrusy, serwetki, świeczniki i zastawa – ma być wiosennie, kolorowo, świeżo i wesoło. Zatem w cyklu "Zakręceni na Skandynawię" odkrywamy inności tego regionu geograficznego. Przypadająca na wiosnę Wielkanoc jest dla wielu Norwegów świętem o wiele ważniejszym niż Boże Narodzenie. Okres trwający od Niedzieli Palmowej do pierwszego dnia świąt nazywany jest w Norwegii spokojnym/cichym tygodniem (Den stille uke). Oficjalne wolne zaczyna się w Wielki Czwartek, jednak wszyscy, chcący wydłużyć sobie odpoczynek biorą 3 dni urlopu i w ten sposób otrzymują 10 dni wiosennych ferii. Wielki Czwartek to dzień zakupów świątecznych, są one jednak dosyć nietypowe, ponieważ tego dnia można natknąć się na ogromne kolejki na granicy ze Szwecją! Wielki Czwartek nie jest w Szwecji dniem wolnym, dlatego też tamtejsze sklepy przeżywają norweskie oblężenie. W Wielki Piątek atmosfera zaczyna być bardziej świąteczna, w wielu miejscowościach organizowane są drogi krzyżowe. Wielka Sobota to powrót do szarej rzeczywistości, sklepy są otwarte i nie wszyscy mają wolne. Wielka Sobota to również dzień, w którym dzieci mogą jeść do woli słodycze, tradycyjnie więc szukają w ogródkach czekoladowych jajek (Paskeegg) ukrytych tam przez wielkanocnego zająca (Paskehare). W Niedzielę Wielkanocną Norwegowie zasiadają razem ze swoimi rodzinami do śniadania. Tak jak w Polsce jajka królują na świątecznych stołach. Typowe ozdoby wielkanocnego stołu to bazie, pisanki a także dodatki w żółtym kolorze, który jest norweskim kolorem świąt wielkanocnych. Świąteczny poniedziałek to zazwyczaj dzień, w który dużo osób pakuje się i wraca do domów, nie łączą się z nim żadne szczególne tradycje. źródła : Wikipedia, Wielkanoc w Norwegii.
Stereotypowy Norweg kocha życie na świeżym powietrzu. Nie może więc odpuścić okazji na świąteczną wycieczkę (Påsketur)! Nie jest to jednak coś co znamy, czyli spokojna przechadzka z rodziną po śniadaniu. Ogromna ilość mieszkańców kraju fjordów wybiera się na narty. Ferie świąteczne to zazwyczaj ostatni dzwonek na szaleństwa na stoku (w tym roku sezon nie skończy się tak szybko :) ). Nieodłącznymi towarzyszami każdej wyprawy w góry są świeże pomarańcze, krem z filtrem słonecznym i czekolada Kvikk-Lunsj. Z górskiej wycieczki powinno się wracać będąc opalonym i zadowolonym człowiekiem.
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz